Na tropach Wańkowicza

Na tropach Wańkowicza
About this book
2 wydanie – poszerzone:
„Nowa ksiązka autorki „Blisko Wańkowicza” i spadkobierczyni archiwum pisarza, a dzis – publicystki o bogatym już dorobku, jest zbiorem szkicow osnutych wokół rozmaitych fragmentow i watkow Wankowiczowskiej biografii, opartych często na nie udostepnianych dotad zrodlach. Jest to opis kulisow konfliktu wokół wydawnictwa Roj, dzieje recepcji „Na tropach Smetka” i „Monte Cassino”, refleksje na temat skomplikowanych relacji miedzy tworca „Ziela na kraterze” a sportretowanymi w tej ksiazce jego corkami, rozwazania o warsztacie pisarskim Wankowicza, wszystko to spunetowane niesamowita nieco historia rzekomej „posmiertnej fotografii” pisarza i zilustrowane kilkudziesięcioma fotografiami.
Lektor, TYGODNIK POWSZECHNY Nr 49, 3 grudnia 1989
(...) Autorka dala nam rzecz poglebiona, stanowiaca owoc wieloletniej pracy. Pomieszczone tu szkice, oparte na bogatym materiale (zwlaszcza cennym zrodlem stalo się odziedziczone przez Ziolkowska archiwum pisarza, jego korespondencja, notatki, zachowane przekazy prasowe) rzucaja dodatkowe swiatlo na niektóre karty z biografii tworczej Wankowicza, ujawniaja tez malo znane watki zycia osobistego pisarza. (...) Aleksandra Ziolkowska dala nam ksiazke ciekawa, która niewatpliwie spotka się zywym odbiorem czytelniczym. A dodam, ze owa wedrowka tropem Wankowicza kryje w sobie na zakonczenie rzezc osobliwa. Autroka opisuje dziwna, żeby nie rzec niesamowita, sprawę rzekomej „fotografii posmiertnej” pisarza. Czyat się to niemal jako opowiesc z dreszczykiem. A swoją drogą, cala ta historia to jeszcze jeden przyczynek do wankowiczowskiej legendy...
Beata Sowinska, Tropem Wankowicza, ZYCIE WARSZAWY, 11 grudnia 1989
(...) Z materialow archiwalnych czerpie bogato „Na tropach Wankowicza” – szukajac „prawdy o nim, z dystansem wobec legendy”. Szkice Ziolkowskiej przedstawiaja losy dwoch najpoczytniejszych jego ksiazek – „Na tropach Smetka” i „Monte Cassino” – analizuja styl, jezyk i warsztat Mistrza. Czasami plotkuja – gdy mowa o dlugoletnim sporze ze wspolwlascicielem ”Roju” Kisterem o wojennych losach rodziny Wankowiczow czy stosunku pisarza do corek. Udawadniajac jeszcze raz znana prawde, ze postac to rownie barwna i fascynujaca, co trudna do odzierania z legendy (..)”.
(wp) W ksiegarni, POLITYKA Nr 14, 7 kwietnia 1990
„Na tropach Wankowicza” jest chyba najciekawszą z ksiazek Ziolkowskiej, poswieconych Mistrzowi (obok „Blisko Wankowicza” – i – po czesci – „Moim i zaslyszanym”). Najciekawsza nie tylko ze względu na tresc – czesc ze względu na tresc – czesc listow dotyczy bardzo malo znanych faktow z zycia pisarza, jak chocby dziejow wydawnictwa „Roj” , czy stosunku Melchiora Wankowicza do bu corek, plotek wokół „Monte Cassino”, konsekwencji wydania „Na tropach Smetka”, ale i forme. Żaden z reportazy nie podaje gotowej odpowiedzi, nie rozstrzyga niczego w sposób ostateczny. Aleksandra Ziolkowska skrupulatnie odnotowuje fakty, opinie i czasem wrecz fantastyczne plotki. I mowi – „zbuduj sobie, czytelniku, swoja wlasna prawde o Wankowiczu”.
W tej ksiazce, gdzie – w odroznieniu od szkicow krytycznoliterackich – mamy okazje dowiedziec się czegos nowego o Wankowiczu – czlowieku, Wankowiczu --zolnierzu, Wankowiczu-ojcu. (...) Mocna strona tej ksiazki (jeszcze jedna mocna strona) sa zdjecia: sporo opublikowanych po raz pierwszy (...)
Elzbieta Statuch, „On pisal do ludzi”, SZTANDAR MLODYCH, 11 wrzesnia 1989
(‘’’)”O ile „Blisko Wankowicza” jest reportazem literackim utrwalajacym niemal na goraco ostatnie chwile wybitnego twórcy, o tyle „Na tropach Wankowicza” to glównie zbiór szkiców krytyczno-literackich. Tu najbardziej interesuje Ziólkowska jego twórczosc, miejsce w literaturze polskiej, jego poglady artystyczne, wreszcie sam fenomen pisarstwa wymykajacego sie wszelkim jednoznacznym ocenom i kwalifikacjom (...)Aleksandra Ziólkowska trafnie pisze o Wankowiczu jako twórcy literackiego reportazu w Polsce, o oryginalnosci gatunku przezen stworzonego (on sam nazywal to „pisarstwem –zielarstwem”), pisze o stosunku do gawedy szlacheckiej, do jezyka, o jego zaangazowaniu w podejmowana tematyke ukazywana na kartach swoich ksiazek z perspektywy wypowiedzi pisarzy i krytyków probujacych jakos okreslic specyfike tej niezwyklej twórczosci pozornie tak prostej, zglebic nature jego talentu (...) Osobne miejsce zajmuja dwa swietne szkice dotyczace samej osoby pisarza, obrazujace czesciowo jego sylwetke duchowa i uczuciowa - zupelnie dotad nie znana. Ukazujace jego wrazliwosc, niesmialosc, samotnosc (...)
Ksiazki Aleksandry Ziolkowskiej przyblizaja nam pisarza od strony ludzkiej i czynia bardziej zrozumiale jego dzielo dzisiejszemu odbiorcy sytuujac je na tle epoki.
Siegnijmy do „Blisko Wankowicza”, a zwlaszcza „Na tropach Wankowicza”, gdyz wiernie oddaja one klimaty tej twórczosci”.
Zbigniew Irzyk „Wankowicz z bliska”, KIERUNKI Nr 40, 1 pazdziernika 1989
„Z nazwiskiem Aleksandry Ziółkowskiej spotkałem się po raz pierwszy przed czternastu laty, w 1975 roku. Wtedy to własnie Wydawnictwo Literackie, w rok po smierci pisarza, wydalo tom wspomnien mlodej polonistki. Byłem wtedy stalym recenzentem literackim Dziennika Polskiego w Krakowie i ksiazka owa nie mogla, oczywiście, nie trafic do oich rak. Zabieralem się do tej lektury z nieufnoscia, z jaka tzw. srodowisko traktuje starszych panow z ,mlodymi kobietami, podejrzewajac, iż tom p.Ziolkowskiej może być edycja protekcjonalna. Byłem jednak wówczas zbyt starym i zby zagorzalym pozeraczem ksiazek, abym po kilku stronach nie zorientowal się, ze mam do czynienia z autentyczna osobowoscia pisarska. Bez korygowania się i bez falszywej kokieterii – tak charakterystycznych dla „talentow” ciagnietych za uszy – autorka parla brawurowo do wypowiedzenia prawdy, która chciala się z nami podzielic.
Sedziwy, osiemdziesiecioletni Wankowicz zaangazowal dudziestolikuletnia „magisterke” w dodatku obarczona dzieckiem, jako swoja sekretarke. „Banalna historia” – opowiedzialaby panna Francois Sagan piszac jedna ze swoich powiesci obliczonych na zarobienie kupy pieniedzy. Ale Aleksandra Ziolkowska nie zyla we Francji. Mieszkajac ze swoim synkiem i a autotrem „Na tropach Smetka” w ostatnim zbudowanym sobie przez Wankowicza domu, miala mozliwosc poznania osobowosci pisarza, jak malo kto. W owym czasie „ Mel” nie był już w stanie pracowac tak intensywnie, jak dawniej. Niemniej jednak autorce udalo się w swojej debiutanckiej ksiazce poczynic troche niebanalnych obserwacji dotyczacych metody pracy „Kinga”, jak okreslali go bliscy. Dobrze wiec wykorzystala szanse stworzona jej przez los. Piszac o tej ksiazeczce na lamach „Dziennika Polskiego” w 1976 roku tak ja ostatecznie ocenilem „ W naszym zyciu literackim, w panujacym deficycie informacji o pisarzach, jest to ksiazka potrzebna. A przy tym zarówno sam temat, jak i opisanie go cieple i zywe – sprawiaja, ze czyta się ja jednym tchem”.
Dzisiaj, po czternastu latach, nic bym nie zmienil ani w ocenie „Blisko Wańkowicza”, ani w konstatacji na temat deficytu informacji o pisarzach polskich. Pod tym względem niewiele się u nas zmienilo. A może jest jeszcze gorzej, bo kryzys drukarstwa i drożyzna na ”rynku papierniczym” niszcza skutecznie jakiekolwiek przejawy zycia umyslowego. Na szczescie nie calkiem, bo od czasu do czasu ukazuja się jeszcze ciekawe ksiazki. Dowodem przeczytany przeze mnie tom „Na tropach Wankowicza” Aleksandry Ziółkowskiej.
Jest to ksiązka głebsza od debiutanckiej nie tylko dlatego, iż w miedzyczasie autorka opublikowala już kilka ksiazce„z innej beczki”, ale przede wszystkim dlatego, iż to, co w chwili debiutu pod wplywem niedawnej smierci , ukladalo się jedynie we wspomnienie – w „Na tropach Wankowicza” przemienilo sde w kunsztowny esej, z którego sporo można dowiedziec się o Wankowiczu – czlowieku, jego pisarstwie i zyciu uczuciowym, a także o autorce. Wszystko zas podane zostalo w swobodnej, „gestej” dojrzalej narracji. Widac, ze autorka nauczyla się od swego mistrza podpatrywac, a takze wyciagac z obserwacji wlasne wnioski. Dzieki temu takie rozdzialy jak Wankowicz i corki, Powroty, czy Dwie prawdy o „Roju”, mimo szeregu drastycznych momentow i czyhających latwych pokus – naleza do najlepiej napisanych i najpiekniejszych pisarsko.
Bo powiedzmy sobie otwarcie, gdybysmy zamiast autentycznych nazwisk wstawili fikcyjne, można by ”Na tropach Wankowicza” czytac jako bardzo lapidarna, a zarazem wielowatkowa powiesc wspolczesna o burzliwym losie polskim. Oczywisciem nie jest to możliwe i musimy ksiazke Aleksandry Ziolkowskiej odczytywac jako portret literacki Wankowicza.
Zdumiewajace, ze o autorze, który tak wiele napisal o sobie i nigdy wlasciwie nie pozostawil swojej osoby w cieniu (pisze o tym w sensie pozytywnym, bo bardzo to lubie w prozie), można jeszcze cos nowego. Ziolkowska idac z kobieca konsekwencja trop w trop za autorem „Karafki La Fontaine’a” dokonala tego. Najciekawszy był dla mnie watek bedacy niemal obsesja ostatnich lat Wankowicza: sledzenie owej kruchej granicy dzielacej dzisiaj proze literacka od reportazu, eseju, czy nawet pewnych form publicystycznych. (Jeżeli pod tym rozumiemy nie pozy propagandowe, ale owa autentyczna namietnosc nie pozwalajaca milczec, gdy wokół cos się dzieje. „Moje reportaze przedwojenne pisane były to w konwencji prawdy literalnej – wyznaje Wankowicz w tomie pt. „Od Stolpcow po Kair” (s.17) – Natomiast kiedy druga wojna swiatowa przytloczyla nas roznorodnoscia wielkiej ilosci faktow, reporter zmuszony zostal do szukania drog nowoczesnych”.
Aleksandra Ziolkowska trak to stwierdzenie komentuje: „Wankowicz wprowadza do swych utworow elementy fikcji, losy autentycznych bohaterow wplata w historie postaci nie istniejacych. Sztukuje swe opowiesci z rozmaitych czesci, ubarwia je w mysl swoich regul. Wciąż interesuje go nie tylko los jednostki, ale zagadnienie. Fikcja nie jest sprzeczna z natura reportazu, jeśli w sposób prawdziwy wyraza autentyczne problemy...)”. (s.38)
Rozwinieciem tej mysli jest inna refleksja:”Uwa
Details
- OL Work ID
- OL822816W
Subjects
Polish AuthorsBiographyAuthors, Polish