Nie minęło nic, prócz lat...

Nie minęło nic, prócz lat...
About this book
Fragmenty recenzji:
„Ona swe listy pisala z roznych miejsc Stanow Zjednoczonych, on odpisywal jej z Warszawy lub z letniskowego domu we wsi Gniazdowo.
Nie jest to korespondencja banalna. Bo choc wiele tu informacji o codziennych zdarzeniach i rodzinnych problemach, to najwiecej miejsca zajmuje w niej dyskurs dotyczacy wydarzen politycznych, przemyslenia. Dotycza historii, literatury, sztuki i folozofii. To pan Szymon narzuca poruszane w listach tematy. To on „kropi” sazniste liscidla, bo „lipst powinien być gruby..” W ogole – pisze – wpedzasz mnie w straszne koszta, bo samoloty wozace moja korespondencje pod Twój adres, brzuchami szoruja po falach, tak im ciezko przez ten Atlantyk, ale trudno – musze się powywnetrzac! A Ty, kto jak kto, Ty masz nadludzka cierpliwosc do gadatliwych starszych panow...! I cierp za to”.
Pani Aleksandra tez nie była gorsza i nie ograniczala się zdawkowych uwag. Powstawaly wiec listy „opasle”, pelne ocen wydarzen kulturalnych, odwolan do literatury, przypomnien i anegdot zwiazanych ze wspolnymi znajomymi: Antonim Slonimskim czy Stefanem Kisielewskim. Wankowicz w tej korespondencji wystepuje najczesciej: można by nawet powiedziec, ze jej patronuje(...) Do dawnych czasow Kobylinski odwoluje się nieustannie, w nich szuka materii swej rysunkowej i pisarskiej tworczosci.
Czytajacemu listy pani Aleksandry i pana Szymona w dobie poczty elektronicznej i wszechobecnego SMS-u chcialoby się za poeta powiedziec: oto ostatni, co tak listy pisali”.
Tadeusz J.Zolcinski „Olenko Boehmila”, POCZTA POLSKA, 2 listopada 2003
(...)”Wymieniaja uwagi o wydarzeniach w Polsce. Duzo miejsca zajmuje im dyskusja na temat Ameryki. Ponieważ Pan Szymon wyraza się krytycznie o American Way of Life, Pani Olenka czuje się w obowiazku go bronic. Korespondencja obejmuje okres: grudzień 1992 – marzec 2002. Pelna jest ciekawostek z ich zycia, informacji o wspolczensje Ameryce i Polsce. Czyta się z wielka przyjemnoscia i zainteresowaniem”.
Miroslawa Palaszewska: ”Pan Szymon i pani Olenka”. NOWA MYSL POLSKA, 21-28 grudnia 2003
(...)”Zdawaloby się, ze charaktery obojga korespondentow pasuja do siebie niemal idealnie – kultura, inteligencja, dowcip, zamilowanie do przyrody i wiejskiego zycia. Wszystko to laczy i czynilobyy ich listy nadzwyczaj zgodnymi, gdyby nie wkradl się jeden tylko, ale za to nadzwyczaj kontrowersyjny problem. Problem Ameryki.
Pojawia się on już w pierwszym liscie z Polski i przewijac będzie przez cale dziesieciolecie, az do listu ostatniego, pisanego w pare zaledwie dni po pamietnym 11 wrzesnia 2001 roku (...) Szymon Kobylinski ukazuje się przez swoje listy jako osobnik motywowany dwiema poteznymi pasjami: antyamerykanizmem i antykomunizmem. I podczas gdy ta druga odgrywa w korespondencji role raczej drugorzedna, obsesja antyamerykanizmu przeslania temu skodinad madremu czlowiekowi prawde, zastepowana obrazami wzietymmi z drugorzednego kina i telewizji, co jak wiadomo, nie stanowi najlepszego zrodla. Nie można jednak zyc tylko negatywnymi uczuciami, totez Szymom rekompensuje je motorami silniejszymi niz obsesje – miloscia do rodziny, praca, ukochaniem zwierzat i wsi, niemal symbolicznie nazwanej Gnmiazdowo. A kazda z tych spraw zajmuje nalezne, poczesne miejsce w jego listach. I tu pelna zgodnosc z Aleksandra Ziolokowska-Boehm pozwala na ciekawy miedzy nimi dialog o podstawowych wartosciach zycia, zamiast politycznej czy ideologicznej polemiki.
Autorka imponujacej liczby ksiazek, podrozniczka i gleboka patriotka zarówno Polski, jak i Ameryki, znajduje z Szymonem Kobylinskim wspolny uczuciowy ton dla tych samych spraw, jakie tak pozytywnie nastrajaja go do zycia. Gdzie może – polemizuje i spokojnie argumentuje, czasem jednak, poniesiona temperamentem, potrafi wykrzyknac.(...).
Mysle, ze ksiazke te należy goraco polecic tym wszystkim, dla których Ameryka jest obiektem milosci, jak i tym, którzy jej nienawidza.Jedno i drudzy znajda tu potezna dawke materialu do przemyslenia, co w rezultacie pozwoli im na wyciegniecie wlasnych – oby wlasciwych – wnioskow”.
Jerzy R.Krzyzanowski „Transatlantycki dialog o wartosciach”, PRZEGLAD POLSKI- NOWY DZIENNIK, Nowy Jork, 19 grudnia 2003
„(...)Jest cala arcypolska osadzona w polszczyznie, ale także już amerykanska. (...)
Komu by się chciało ... Że tak jest w istocie świadczy opublikowana niedawno korespondencja Aleksandry Ziółkowskiej z Szymonem Kobylińskim ("Nie minęło nic prócz lat" Nowy Świat 2003). Wymiana listów między nimi rozpoczyna się w połowie lat 90. a kończy tuż po 11 września 2001 roku. Korespondencja dowodzi wielkiej sympatii czy przyjaźni łączącej ich oboje ale też zasadniczej różnicy w postrzeganiu Ameryki. Szymon Kobyliński świetny rysownik i niedoceniony pisarz bywał krytyczny wobec Wielkiego Brata a wtedy w obronie American Way of Life występowała pani Aleksandra. - Jestem bardzo wdzięczna Szymonowi za to, że swoimi długimi pięknymi listami zmuszał mnie w tej korespondencji do wysiłku narzucając jej poziom, myślę, że wysoki. Znaliśmy się 30 lat; kiedy po jego śmierci przeczytałyśmy z żoną Szymona - Danusią te listy raz jeszcze przekonałam się, że dał mi więcej, niż myślałam. To on uczył mnie że informacje o piramidach czy o Alasce nie są dla niego ciekawe interesuje się natomiast tym jak ja widzę te piramidy czy Alaskę. To ja mam być interesująca choćby i mój sposób widzenia świata był na wskroś egocentryczny. Z moich książek pisywał długie wnikliwe recenzje przeznaczone tylko dla moich oczu. Komu by się chciało... Ale też jest w jego listach świadectwo smutnych nierzadko nastrojów efektów skłócenia ze sobą i z niemal wszystkimi wokół. Pewnie w takim właśnie stanie ducha na przełomie lat 1994 i 1995 r. zaczął w swoich listach oskarżać Amerykę i Amerykanów o prymitywizm natrząsając się z amerykańskiej historii i kultury a przy tym przemawiając jakby z piedestału. Cytując Norwida przeciwstawiając bohaterom amerykańskim... Zawiszę postaci Matejkowskie Wita Stwosza. No to wtedy z równą zaciętością zabrałam się za obronę Ameryki choć ona obrony nie potrzebuje. Amerykanie mają świetne samopoczucie i doskonale sobie dają radę. To raczej Polska kraj nowy świeżutki w rodzinie demokratycznych państw potrzebuje specjalnego traktowania jakiejś taryfy ulgowej. Jak za panią matką Rzeczywiście natrząsał się pan Szymon z Ameryki w liście z 19 stycznia 1995 r. pisząc: "Kuse to wszystko płyciutkie i zapożyczone z - usprawiedliwianym - kompleksem niższości wobec nas. Dawny film ukazujący jak nowobogacki cham przewiózł sobie do jakiegoś Milwaukee kompletny zamek szkocki wraz z duchem ukazuje tę sytuację bezbłędnie. Kupić granitowe ciosy budowlane kupić ducha przy okazji i być lepszym od Smitha z sąsiedztwa. Totalne ubóstwo..." Nic dziwnego że wzięła pani Aleksandra w obronę i Marka Twaina i Jacka Londona, i amerykańską architekturę i film. By wreszcie skonstatować: "Owszem na Amerykę niemal wszyscy teraz w Polsce wykrzykują. Piszą i mówią o niej z pasją jak kiedyś np. o Rosjanach. Pojawił się ulubiony termin “tandeta amerykańska”. Tandeta jest i polska i niemiecka i amerykańska; brońmy się przed tandetą jako taką. Te wykrzykiwania antyamerykańskie dawno spostrzegłam, wychwyca je “Nowy Dziennik”, przedrukowując różne teksty z Polski. Rozdziera szaty Zanussi czy Duda-Gracz, może dlatego, że stawiali na karierę w Ameryce i teraz są zawiedzeni. Słusznie piszesz, że Polacy nie powinni małpować Ameryki, mając wspaniałe własne korzenie. Nie powinni małpować nikogo, ale to chyba inny temat nie amerykański. Dlaczego Polska i wiele krajów jak za panią matką pędzi za Ameryką? To ich problem nie Ameryki". (...)
Krzysztof Maslon „Pan Jezus nie urodzil się gdzies w Polsce” RZECZPOSPOLITA PLUS MINUS, 27 grudnia 2003
„Niemal okrągłe dziesięciolecie miesci się w tym tomie list,ow (1992-2002); dziesięcioleciem, zadawałoby się, ważne dla Polski i świata, ale dla korespondujaychx przyjaciół chyba „ważne inaczej”, bo niczego w ich listach, poza przyczynkowymi uwagami, o dziejącej się historii, zmianach społecznych nie znajdziemy (...)Raz jedyny do takiej konfrontavji dochodzi (w kwestii rzekomej wyższosci Polski i Europy nad Ameryka, która to też stawia Kobyliński, a Ziółkowsaka-Boehm z wielką energią i nie mniejszym ładunkiem racjonalności obala) i są to najciekawsze karty książki. (...). W sumie jednak ostrość tego rodzaju sądów rozpływa się w lekturze przyjacielskich pogawędek, wspominkow, utyskiwań na wydawców, wrażeń z podróży, przyrodniczych obserwacji, nowinek z życia rodzinnego itp.”
M.R. ODRA, Nr 12, 2004, str. 121
•
(...)Niech neologizm pani Aleksandry – bogunwija – atrakcyjna fonetycznie, przyswojona fleksyjnie (bogunwii, bogunwiję, bogunwiją) – stanie się swojskim odpowiednikiem dotychczasowej obcej postaci bogainvillea. Gdyby się to dokonało, można by powiedzieć, że jej autorka poszła słowotwórczymi śladfami swego mistrza”.
* Jan Miodek: Bogunwija pani Aleksandry, CHARAKTERY, marzec, str. 57
„W tomie korespondencji Szymona Kobylińskeigo i Aleksandry Ziółkowakiej-Boehm „Nie minęło nic, prócz lat..” znajduję na stronie 25 wypowiedzenie „Samorzutnie pieli na cześć Słoneczka Narodów”, a na str. 35 ....”(...)
* Jan Miodek: Rzecz o języku, SŁOWO POLSKIE. GAZETA WROCŁAWSKA,
Nr 113, 15/16 maja 2004
(...)”Podczas lektury tak trudno oprzeć się wrażeniu, że w listy niejako został wpisany dźwięk głosu Kobylińskiego, tak silnie kojarzymy go z charakterystycznym dla autora, obecnym również tutaj, stylem gawędy. (...) Jawi się jako człowiek niezwykle zapracowany – dostarcza felietony i rysunki warszawskiej, ogółnokrajowej i polonijnej prasie. Ilustruje rozmaite publikacje (...) Poznajemy w nich także ekologa i miłośnika zwierząt, który snuje czarujące gawędy o sikorce Mańce udającej kanarka, przygarniętej kawce czy kunie. Z kolei Aleksandra Ziółkowska-Boehm śle w rewanżu ze Stanów Zjednoczonych opowieści o oposach, pumie i kotce „Suzy Putty the sweet Texas cat”. Oprócz czułego stosunku do zwierząt i natury w ogóle,
Details
- OL Work ID
- OL11419803W
Subjects
Civilization